Opolskie zabytki … kuszą nimi wypełnione po brzegi foldery reklamowe. Zamki, pałace, dworki ... bo właśnie na tych chciałbym się skoncentrować. Niby jest ich tak wiele, ale gdy przyjrzymy im się nieco dokładniej to przeżyjemy niezłe zaskoczenie ... bo tak naprawdę oprócz Kamienia Śląskiego, Rogowa Opolskiego, Mosznej i Brzegu w chwili obecnej turysta nie wiele może obejrzeć. Zgadza się, że na terenie opolszczyzny wartych uwagi pałaców, zamków i dworków teoretycznie jest o wiele więcej ... przynajmniej kilkadziesiąt. Praktycznie jednak sprawa wygląda całkiem inaczej. W ostatnich kilkunastu latach przeważająca większość tego typu obiektów przeszła w ręce prywatne. Pierwsze z nich już pod koniec lat 80-tych ubiegłego wieku, kolejne nieraz za symboliczną złotówkę w kilka lat później. To, że przy przejmowaniu ich przez „nowobogackich” za każdym razem obiecywano ich rychłe i gruntowne remonty było najczęściej oklepanym standardem bez pokrycia. Tylko na palcach jednej ręki można wyliczyć sporadyczne, pozytywne przykłady dotrzymania takich obietnic. Dla większości z nich obiecywana, świetlana przyszłość skończyła się na zmianie właściciela na papierze. Ktoś je nabył i pozostawił dalej na pastwę losu. Wiele tego typu transakcji miało tylko jedno na celu : a mianowicie zdobycie/wyłudzenie kredytu na domniemaną odbudowę. A banki rozdawały chojnie na prawo i lewo kredyty hipoteczne. I ten przestępczy proceder kwitł sobie przez ładnych parę lat. Opuszczone obiekty rozkradano z czego się tylko dało ... zabytkowe drzwi, okna, boazerie, parkiety, marmurowe schody czy posągi, niezapominając oczywiscie o wiszących na ścianach herbach z piaskowca ... później przychodzili zbieracze złomu zrywając miedziane dachy, parapety, rynny czy ocalałe jeszcze instalacje elektryczne. No i nie zapomnijmy jeszcze o odwiedzinach zwykłych, znudzonych najwyraźniej codziennym życiem huliganów i wandali, którzy dla zabawy ogałacali młotkami, siekierami czy zwykłymi kamieniami całe ściany i sufity ocalałych przepieknych sztukaterii. Taki los spotkał m.in. pałace w Kopicach, Siestrzechowicach, Piorunkowicach czy Naroku.
Niezły biznes ... dzisiaj nawet gdyby się chciało, nie ma już co kupić. Niemal wszystkie obiekty są od dawna w prywatnych rękach. Tylko co jakiś czas któryś z nich zmienia ponownie za pomnożoną kilkakrotnie sumę właściciela. Biznes z zabytkami kwitnie. Pomimo że stan techniczy nieremontowanych od dziesiątek lat zabytków co roku drastycznie się pogarsza, cena za którą zmieniają właściciela wzrasta często kilkunastokrotnie ... ba, czasem i kilkusetkrotnie ! Najlepszym i najświeższym przykładem może być odkupiony latem tego roku (od znanego na całej opolszczyźnie krakowskiego hochsztaplera) za sumę 1,5 miliona Euro pałac w Kopicach. Pan K. z Krakowa przejął w roku 1990 od gminy Grodków kopicką rezydencję wraz z 60 ha dębowego parku i 20 ha stawów za równowartość dzisiejszych 5000 zł. (czyli około1600 Euro). Obiecana odbudowa pałacu nigdy nie nastapiła. Przez 18 lat nowy właściciel nie zrobił kompletnie nic. Nie zabezpieczył nawet tego co przejął. W taki sposób zniknęły np. wszystkie posągi, kaflowe piece, marmurowe schody i część herbów z piaskowca. Pałac ograbiono i okaleczono jak tylko się dało. Obecny, Bogu dzięki uczciwy właściciel/inwestor nie marnuje czasu i stara się uratować to co po pałacu jeszcze pozostało. W najbliższych 7 latach planuje wpompowanie w ruinę i otaczający ją teren ponad 100 milionów złotych ! Na szczęście jest to poważna i dobrze prosperująca firma, mogąca pozwolić sobie na tak kosztowną inwestycję.
Szukaj jak wiatru w polu ... wszystkie oficjalnie mają właścicieli, jednakże od lat stoją opuszczone, zaniedbane, w większości również ograbione i zdewastowane. Chronić je miały kiedyś szyldy i tablice ostrzegawcze typu : “ ... obiekt zabytkowy pod ochroną prawa ” lub bardziej przekonywującej treści : “ zakaz wstępu ! grozi zawaleniem ! “. W wielu przypadkach nie pomogło nic ... nawet grube, zardzewiałe już dziś łańcuchy i kłódki. Pomysłowi wandale nie bali się ani polskiego prawa, ani pałacowych duchów ... Gdzie podziali się właściciele tego nie wie nikt. Ani najbliżsi sąsiedzi, ani gminni czy powiatowi włodarze. Kupili, zamknęli, powiesili tabliczkę że to własność prywatna i ślad po nich zaginął. Mijają miesiące, lata. Znów się ktoś zjawia ... kolejny nowy właściciel. Ogląda, fotografuje, wyjeżdża ... i sytuacja się powtarza. Pałac w Naroku, Siestrzechowicach, Piorunkowicach, Kujawach, Dąbrówce Górnej, Grudyni Małej i Wielkiej, Milicach, czy też zamek w Zimnicach Małych lub Niemodlinie - to tylko kilka skrajnie negatywnych przykładów pozwolenia na zapomnienie. Są inne. Jest ich naprawdę wiele ... o wiele więcej niż nam się na pierwszy rzut oka wydaje. Mam wrażenie, że urząd ochrony zabytków milczy na ich temat celowo ... bo jeśli się o nich nie mówi i nie pisze, to się o nich po jakimś czasie nie pamięta, zapomina. A w czasach gdy ciągle słyszymy o braku pieniędzy na wszystko to bardzo wygodne rozwiązanie tego typu problemów.
Cuda się jednak zdarzają ... odkupione przez uczciwych inwestorów i przez lata mozolnie odbudowywane pałace to prawdziwa rzadkość. Pomimo potężnych kosztów i wstępnych negatywnych ekspertyz poddających w wątpliwość możliwość odbudowy ze względu na znaczny stopień zniszczenia, w roku 2002 ruszyła i trwa do dnia dzisiejszego odbudowa pałacu w Dobrej. Do tego typu pozytywnych przykładów zaliczyć możemy również wspomniany już wyżej odbudowywany od kilku miesięcy pałac w Kopicach. Dobiega również końca dwuletni remont pałacu w Sulisławiu. Jesienią 2007 z rąk górnośląskiego spekulanta odkupiony został (przez małżeństwo emigrantów z Anglii) pałacyk w Piotrowicach Nyskich. Nowi właściciele nie tracąc czasu natychmiast rozpoczęli remont.
W prywatnych rękach ... w rzeczywistości choć zamieszkałe i w miarę możliwości po trochu remontowane, to tak naprawdę niedostępne dla potencjalnego turysty. Większość „nowobogackich” nie życzy sobie zakłócania prywatnego spokoju. Tak więc bramy ich majątków dla ciekawskich turystów pozostają zamknięte. Bardzo często , nawet gdy chcemy tylko wykonać zdjęcie z poza terenu ich posesji, przewrażliwieni „nowi panowie na włościach” reagują wręcz agresywnie. Takiego zachowania naprawdę nie potrafię zrozumieć. Niby mamy zabytek (z reguły naniesiony na mapy szlaków turystycznych), ale tak w rzeczywistości to go nie ma. Ani nie można zwiedzić go z bliska, nie marząc już o zaglądnięciu do jego wnętrza, ani nawet wykonać spokojnie zdjęcia do wakacyjnego albumu. Moim zdaniem w taki oto sposób 70% tego typu zabytków (zamki, pałace, dwory) tak naprawdę jest nie do oglądnięcia. Przykładów nie brakuje ... Ciąg dalszy niebawem. |